Kapitał prywatny i brakująca operacja siatkówki

25

Najpierw zauważył kropki. Drobne szare plamki krążą w moim polu widzenia, jak karaluchy biegające pod kuchennym światłem. Dość denerwujące, ale nie wydawało się pilne. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Siedem dni później kurtyna opadła. W lewym oku wszystko częściowo pociemniało, jak zaciągnięta zasłona w oknie. Siatkówka została oddzielona od tylnej ściany gałki ocznej.

Miał zegarek. Być może nawet mniej. Eksperci nazywają ten czas „do następnego świtu”. Każdy kompetentny okulista natychmiast zająłby się takim przypadkiem. Natychmiast. Chyba że ten lekarz zgłosi się do prywatnej firmy kapitałowej.

Potem sprawy się komplikują.

Kapitał prywatny nie kupuje klinik po to, żeby tracić pieniądze. Kupuje je, żeby zarobić – szybko i czysto. Zaglądają więc do książek. Widzą też, że operacja odwarstwienia siatkówki kosztuje około 8 000 dolarów, a Medicare płaci za tę usługę niecałe 4000 dolarów.

To strata 4000 dolarów na pacjenta.

Większość niezależnych okulistów jest spokojna o ten stan rzeczy. Zarabiają już ponad 400 tysięcy dolarów rocznie. Szkody powstałe w nagłych przypadkach są kompensowane przez hojne zwroty kosztów planowych zabiegów, takich jak operacja zaćmy lub LASIK. To kompromis. W końcu wszystko się składa.

Ale kapitał prywatny nienawidzi strat. Nawet w małych rzeczach. Nawet jeśli nieźle zarabia na dużych projektach.

Kierują klinicystów, aby wykonywali zyskowne procedury, jednocześnie ograniczając lub eliminując zabiegi nieopłacalne.

Matematyka jest dla nich prosta. Przestań robić coś, co powoduje stratę czterech tysięcy dolarów.

I przestają to robić.

Co roku około 50 000 osób doświadcza odwarstwienia siatkówki. To jest sprawa awaryjna. Jeśli się zawahasz, Twoja wizja zostanie utracona na zawsze. Badania pokazują jednak, że kliniki należące do firm private equity wykonują 20% mniej takich operacji niż ich niezależne odpowiedniki.

Dwadzieścia procent mniej. Po prostu zniknęły.

Czy istnieje rozwiązanie? Z pewnością. Spraw, aby Medicare płaciło więcej za leczenie łez siatkówki. Tylko. Ale wtedy musieliby obniżyć stawki za inne usługi, żeby zachować równowagę systemu.

Tutaj zaczynają się problemy.

Okuliści uwielbiają wysokie opłaty za prace inne niż awaryjne. Aktywnie lobbują za utrzymaniem wysokich stawek. Poproś ich, aby obniżyli przychody z „prostych” usług w celu dotowania sytuacji kryzysowych, a zobaczysz wzrost oporu. Potężni lobbyści nie lubią, gdy ich marże są zmniejszane, nawet jeśli oszczędza to kilka oczu.

Logicznym rozwiązaniem byłaby korekta, która nie ma wpływu na całkowite przychody. Dostosuj ceny tak, aby praca awaryjna stała się opłacalna, a praca planowa pozostała opłacalna bez wyeksploatowania systemu. Okuliści mogliby zachować sześciocyfrowe pensje. Pacjenci zostaliby uratowani. Każdy odetchnąłby z ulgą.

Ale czy ktoś się tym zajmie?