Clark Aposhian zwykł postrzegać ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego jako przeciwników. Jako przewodniczący Rady Sportu Strzeleckiego w Utah i certyfikowany instruktor broni ukrytej uważał, że zwolennicy takich instytucji jak Harvard School of Public Health są liberalnymi przeciwnikami prawa do posiadania broni. Dialog był przewidywalny.
„Wszystko, co usłyszeliśmy od nich, to: «Zamknijcie broń…»” – wspomina Aposhyan. „A od nas słyszeli tylko: «Broń jest dobra…»
Przepaść wydawała się nie do pokonania. Potem pojawiła się Katie Barber.
Barber jest ekspertem w zakresie zapobiegania samobójstwom w Centrum Badań nad Kontrolą Kontuzji Uniwersytetu Harvarda. Nie używała argumentów politycznych. Podała postać, która sprawiła, że Aposhiana zamarła w miejscu. W Utah 86 procent zgonów spowodowanych bronią to samobójstwa.
Aposhian spędził życie na propagowaniu kwestii bezpieczeństwa i szkoleń. Wiedział o morderstwach. Wiedział o wypadkach. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że zdecydowana większość zgonów z powodu broni palnej w jego stanie – i ponad dwie trzecie w całym kraju – to samobójstwa.
Ta świadomość spowodowała zwrot strategiczny. Dla zwolenników dążących do ograniczenia liczby zgonów z powodu broni palnej skupianie się na nielegalnym użyciu lub zabójstwach okazało się nieskuteczne. Dane wskazują na inny kierunek.
„Wszystkie argumenty obu stron dotyczące morderstw, nielegalnego użycia broni i wypadków: jeśli chcesz zmniejszyć liczbę zgonów z powodu broni palnej, najwięcej zyskasz, skupiając się na samobójstwach”.
Różnica w śmiertelności
Co roku prawie 45 000 Amerykanów popełnia samobójstwo. Ponad połowa przypadków dotyczy broni palnej. Nie dlatego, że właściciele broni są z założenia bardziej podatni na choroby psychiczne. Wynika to z faktu, że broń palna jest narzędziem wysoce śmiercionośnym.
W stanach o wysokim wskaźniku posiadania broni na mieszkańca – Utah, Montana, Idaho i Kolorado – występuje wyższy wskaźnik samobójstw. Zależność ta nie wynika z charakteru. Jest to związane z fizyką. Próba samobójcza z użyciem broni palnej kończy się śmiercią w 85–90% przypadków.
Porównaj to z innymi metodami. Przedawkowanie tabletek kończy się sukcesem jedynie w 1,5% przypadków.
Czas jest kluczowym czynnikiem. Decyzja o samobójstwie może zapaść w ciągu kilku minut. Badania pokazują, że 24 procent osób, które przeżyły próbę samobójczą, pomiędzy podjęciem decyzji a podjęciem próby minęło zaledwie pięć minut. W tym krótkim czasie ludzie wybierają najtańszy środek zaradczy.
Jeśli środkiem jest broń palna, wynik prawie zawsze jest śmiertelny. Jeśli dostęp do środka zaradczego jest ograniczony, wynik się zmienia. Ograniczanie dostępu w czasie ostrego kryzysu ratuje życie. To kupuje czas.
90 procent osób, które przeżyły próbę samobójczą, nie popełnia samobójstwa. Żyją. Ale tylko wtedy, gdy nie jest dostępna natychmiastowa opcja śmiercionośna.
Niwelowanie podziałów politycznych
Przełożenie tej nauki na działanie wymagało pokonania podziałów kulturowych. Dla zwolenników zapobiegania samobójstwom mówienie o „ograniczaniu dostępu” wywołuje natychmiastową reakcję obronną. Właściciele sklepów z bronią i zwolennicy Drugiej Poprawki słyszą „interwencję rządu”. Słyszą, że „obcy biorą naszą broń”.
Robert Gebbia, dyrektor generalny Amerykańskiej Fundacji Zapobiegania Samobójstwom (AFSP), bez ogródek przyznał się do problemu.
„Mamy zerową reputację” – mówi Gebbia. „Nie znamy języka”.
Funkcjonariusze AFSP nie mogli wejść na strzelnicę i oczekiwać, że zostaną usłyszani. Nie mieli kodu kulturowego. Aby zmienić narrację na temat zapobiegania samobójstwom z użyciem broni, potrzebowali swoich ludzi.
Projekt „Sklep z bronią”
W 2009 roku Barber pomógł uruchomić projekt Gun Shop w New Hampshire. Była to ulica dwukierunkowa. Eksperci ds. zdrowia publicznego współpracowali ze sprzedawcami detalicznymi broni palnej. Celem nie był zakaz posiadania broni. Celem było przeszkolenie właścicieli broni w zakresie rozpoznawania oznak kryzysu emocjonalnego i tymczasowego zabezpieczania broni.
Model zadziałał. Rozprzestrzenił się na kilkanaście stanów.
Opierając się na tym, Gebbia i AFSP nawiązały współpracę z Narodową Fundacją Sportów Strzeleckich (NSSF). NSSF jest stowarzyszeniem branżowym branży broni palnej. Sojusz ten zapewnił legitymizację.
„Współpraca z NSSF zapewnia nam zarówno dostęp, jak i zaufanie” – mówi Gebbia. „Nagle nasi wolontariusze w tej społeczności są mile widziani w sklepach z bronią”.
W ramach kampanii materiały trafiły do 8 tys. sprzedawców detalicznych. Wiadomość została dostosowana. Koncentruje się na ochronie bliskich, a nie na ograniczaniu praw.
Jackie Clark prowadzi Bristlecone, centrum strzeleckie, szkoleniowe i handlowe pod Denver. Współpracuje z oddziałem Gun Shop Project w Kolorado, aby upewnić się, że materiały odpowiadają wymaganiom.
„Wiele informacji na temat zdrowia psychicznego pochodzi zwykle z lewicy” – mówi Clark. „Ludzie, którzy są twardogłowymi zwolennikami Drugiej Poprawki, zawsze martwią się, że próbują odebrać im broń lub powiedzieć, żeby ją wydali i nigdy jej nie odzyskali”.
Przenosząc punkt ciężkości z ograniczeń na bezpieczeństwo, kampania pozwala uniknąć politycznych pól minowych. Postrzega właścicieli broni jako sojuszników w zapobieganiu samobójstwom, a nie obiekty polityki.
Jedenaste przykazanie dotyczące bezpieczeństwa broni
Większość ludzi, którzy wchodzą do klubu strzeleckiego Jackie Clarka w Kolorado, nie jest tam po to, by sprawiać kłopoty. Chcą się uczyć. Chcą dobrze wykonać swoją pracę. Clark szacuje, że 99 procent jej klientów to odpowiedzialni posiadacze broni. Przychodzą na szkolenia. Zadają pytania pracownikom. Dbają o bezpieczeństwo.
Ale jest ciemniejszy ton. W tych przestrzeniach rozwija się cichy kryzys. Branża zareagowała wydaniem, jak eksperci nazywają, „jedenastego przykazania”.
Nie ma tego w oryginalnym regulaminie. Większość właścicieli broni zna dziesięć podstawowych zasad. Skieruj lufę w bezpiecznym kierunku. Trzymaj palec z dala od spustu, aż będziesz gotowy do strzału. Są to wytyczne niepodlegające negocjacjom.
Jedenasta zasada jest inna. Dotyczy to ludzi.
„‚Jedenaste przykazanie’ nakazuje zwracać uwagę na oznaki ryzyka samobójstwa u przyjaciół i członków rodziny oraz pomagać im trzymać się z daleka od broni, dopóki nie wyzdrowieją” – mówi Philip Barber z Uniwersytetu Harvarda. „Kiedy to powiesz, nabiera to sensu dla ludzi, zwłaszcza jeśli zdasz sobie sprawę, że nie atakujesz broni”.
Ten preparat działa. Nie ma to jak atak na wolność. To przypomina wtargnięcie. Wpisuje się to w istniejące ramy moralne kultury posiadania broni.
Zmiana ram rozmowy
Nie wszyscy zgadzają się co do tego, jak nazwać tę zmianę. Anthony Aposhian, zwolennik bezpieczeństwa broni w Utah, wyznacza jasną granicę.
Dla niego bezpieczeństwo związane z bronią to wypadki. Polega na uczeniu dorosłych i dzieci, jak obchodzić się z bronią, tak aby przypadkowo kogoś nie zranić. Dotyczy prawidłowego przechowywania. Chodzi o szacunek dla instrumentu.
Samobójstwo jest inne. To jest zamierzone. To jest celowa krzywda.
„Mówimy o celowym zabraniu broni, aby sobie wyrządzić krzywdę” – mówi Aposhian. „To zupełnie inny obszar”.
Nie uważa on, że przedstawianie samobójstwa jako kwestii „bezpieczeństwa” jest najskuteczniejszą drogą. Zamiast tego wskazuje na kampanie przeciwko jeździe pod wpływem alkoholu.
Zapamiętaj ten model. Jeśli twój przyjaciel wypił za dużo, zabierasz mu klucze. Nie pytasz o pozwolenie. Nie spierasz się o etykę trzeźwości. Po prostu mówisz: „Nie będziesz dziś wieczorem wracać do domu. Zależy mi na tobie”.
Strategia „Nadzór”.
Zastosuj tę samą logikę do kryzysów zdrowia psychicznego.
Wyobraź sobie przyjaciela, który przechodzi bolesny rozwód. Lub osoba, która właśnie straciła pracę. Albo weteran wykazujący objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD). Impulsem jest pomoc. Ale jak możesz pomóc, nie powodując przy tym postawy obronnej?
Aposhyan oferuje konkretny scenariusz. Przychodzisz do ich domu. Objęłaś ich ramieniem. Mówisz im, że ich kochasz. Powiedz im, że się martwisz.
Następnie składasz wniosek. Pytasz, czy możesz „przez kilka dni obserwować ich broń”.
Zwróć uwagę na język. To nie jest „zabranie im broni”. To jest tymczasowe przechowywanie. To jest poza domem. To przycisk pauzy, a nie trwałe wycofanie.
Podejście to opiera się na zaufaniu. Opiera się na relacjach. Zmienia właściciela broni w obrońcę swoich bliskich, a nie podmiot rządowych ograniczeń.
Żadnych nowych przepisów, tylko nowe rozmowy
Tu nie chodzi o politykę. W ramach tego ruchu nie proponuje się żadnych nowych przepisów. Zwolennicy zdrowia publicznego nie lobbują na rzecz jakichkolwiek ograniczeń dostępu.
Celem jest świadomość. Celem jest komfort.
Właściciele broni muszą czuć się komfortowo, prowadząc trudne rozmowy. Muszą rozpoznać znaki. Muszą wiedzieć, że interwencja jest aktem miłości, a nie polityki.
Liczby są zdumiewające. Amerykańska Fundacja Zapobiegania Samobójstwom (AFSP) przeprowadziła symulację tej konkretnej strategii. Prognozy są surowe, ale zachęcające.
Gdyby połowa Amerykanów kupujących broń do roku 2025 otrzymała broszurę dotyczącą zapobiegania samobójstwom, byłaby to ogromna liczba. A gdyby tylko jeden na pięciu z nich rzeczywiście to przeczytał… i tak uratowałoby to życie 9 000 osób.
„To nadal uratowałoby życie 9 000 osób, co „samo w sobie byłoby niesamowite” – mówi dyrektor generalny AFSP Gebbia”.
To nie jest mała liczba. To jest uratowana społeczność.
Przeszkol personel do interwencji
W Kolorado Jackie Clark na własne oczy widział rozpacz. W klubach strzeleckich doszło do samobójstw. To zdarzało się wielokrotnie. Zniszczyło






























